|
Blog > Komentarze do wpisu
Marianna i różeMotto: "Nulla dies sine linea. Każdego dnia trzeba coś zapisać. Przeszłość powinna żyć, powinno się ją utrwalać, a nie kazać jej odchodzić w zapomnienie". Wczoraj, razem z moją przyjaciółką Magdą, byłyśmy na sentymentalnej wycieczce śladami bohaterów książki "Marianna i róże. Życie codzienne w Wielkopolsce w latach 1889-1914 w tradycji rodzinnej" Janiny Fedorowicz i Joanny Konopińskiej. Książkę tę jest bardzo trudno dostać, ale jeżeli natkniecie się na nią w antykwariacie lub w bibliotece, to naprawdę warto ją kupić czy pożyczyć. Miło jest poczytać relację o tym, jak kiedyś żyli ludzie, czym się pasjonowali, czym martwili, co czuli i jak wyglądało ich codzienne życie. Wycieczka, zorganizowana przez PTTK w Poznaniu, wiodła szlakami rodziny Jasieckich po dworkach i kościołach w Wielkopolsce. Pierwszy na trasie był kościół w Komornikach, proboszczem którego był ukochany wujek bohaterki, ksiądz Malinowski. Bardzo często przejeżdżam koło tego kościoła, nigdy jednak nie byłam w środku.
A tak wygląda wieżyczka kościoła:
Z Komornik pojechaliśmy do wsi Śnieciska, gdzie znajduje się modrzewiowy kościółek, stanowiący parafię Marianny.
Poniżej widać drewniany sufit kościoła:
Na suficie widać wizerunek Św. Marcina na białym koniu. A tak wygląda Św. Magdalena:
Następny przystanek to Polwica, pierwszy majątek rodziny Jasieckich, nabyty z pomocą Emilii Sczanieckiej - w tamtych czasach ziemię w Wielkopolsce kupowali w wielkich ilościach Niemcy, a tutejsi działacze społeczni pomagali w wykupowaniu majątków dla Polaków, tak, aby jak najwięcej ziemi znajdowało się w rękach polskich. Wówczas był to kwitnący majątek. Po wojnie powstał tam PGR i to był początek końca tego pięknego miejsca. Dwór i zabudowania gospodarcze znajdują się w opłakanym stanie, trzy piękne stawy są brudne, park zarośnięty... Przykro na to patrzeć. Nasuwa się refleksja, że wszystko co robimy, nic nie znaczy... Co zostanie kiedyś z naszej pracy? Tak wygląda dwór w Polwicy:
Gdybym kiedyś wygrała milion euro w Lotto, kupiłabym sobie taki dworek do renowacji. Szkoda tylko, że naokoło pobudowano paskudne bloki dla pracowników PGR-u... Następna miejscowość to Dolsk, zaskakująco ładne miejsce. Jest tam piękne, duże jezioro z plażą i kąpieliskiem, schludny ryneczek, i znowu zabytkowy kościół. Poza tym czekała na nas tam jeszcze jedna niespodzianka, ale o tym później. To jest wnętrze kościoła:
Obejrzeliśmy też plebanię, podobno najładnieszą w Wielkopolsce, z przepięknym ogrodem:
Na krótko wstąpiliśmy na cmentarz, gdzie pochowana jest mama Marianny, Róża z Hoppów Malinowska. Czy mogłaby w najśmielszych snach przypuszczać, że na jej grób będą przychodzić wycieczki?
Z Dolska pojechaliśmy obejrzeć następny dom Marianny, dwór w Ostrowieczku. Tam też niestety czas (i Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna) dokonał spustoszeń. Obecnie we dworze mieści się przedszkole samorządowe, ale posiadłość robi raczej smutne wrażenie, pomimo pięknego położenia nad jeziorem.
Na starość Marianna i Michał Jasieccy przeprowadzili się do Poznania, przedtem jednak na krótko zamieszkali we dworze w Żelaźnie. Tam wreszcie miła niespodzianka - dworek został wyremontowany i obecnie mieści się tam misja Zielonoświątkowców.
To był już właściwie koniec wycieczki, w planie pozostał tylko obiad, na który wszyscy oczekiwali z utęsknieniem. I oto jest ta niespodzianka, którą miał dla nas Dolsk:
Przepięknie odnowiony dwór i zabudowania gospodarskie, w których mieści się obecnie hotel, restauracja z salą biesiadną i weselną, centrum konferencyjne, stadnina koni. Całość jest malowniczo położona nad Jeziorem Dolskim.
Dzień upłynął nam więc miło, chociaż w gruncie rzeczy czułyśmy się trochę nie z tej bajki, głównie z powodu wieku - średni wiek uczestników wynosił 50 lat, i my mocno tę średnią pociągnęłyśmy w dół :) Mogłyśmy sobie jednak bez przeszkód porozmawiać, no i udało mi się jeden dzień spędzić bez dzieci. W dodatku spotkałam mamę mojej Koleżanki mieszkającej w USA, i było to bardzo nieoczekiwane, ale miłe spotkanie. niedziela, 15 lipca 2007, gania76
TrackBack
Komentarze
2008/11/18 09:45:18
Od wielu lat marzę, by przeczytać tę książkę. problem w tym ,ze nigdzie jej nie ma:( Fotoreportaż bardzo ciekawy:)
2009/02/03 10:26:06
Dzięki za link, bardzo ciekawy fotoreportaż! Powtórzę chyba Waszą wycieczkę wiosną:)
2009/02/09 17:13:21
Piękna wycieczka i tak optymistycznie zakończona. Każdy zwiedzany obiekt może tak wyglądać jak Dolsk.
2009/02/22 12:03:46
Książkę "Marianna i róże" można kupić!! W Empiku w sklepie internetowym. Polecam! Właśnie czytam i też zamierzam wybrać się na wycieczkę śladami bohaterki.
|
|
A w Młyńskim Kole byliście?
www.mlynskiekolo.pl/
jak wpadnę to Poznania to od razu tam jadę, mniam!