|
Blog > Komentarze do wpisu
ChorwacjaUdało mi się wreszcie znaleźć wolną chwilkę, żeby opisać, co się działo na wakacjach. Ogólnie rzecz biorąc, wakacje udane - nie mogę powiedzieć, żeby były super, ale odpoczęliśmy, opaliliśmy się na brąz, wymoczyliśmy w ciepłym morzu, a plaży mam dość na pewno na cały rok ;) Co do samej Chorwacji, uczucia mamy ambiwalentne: śliczne krajobrazy, bardzo dobre autostrady, czyste i ciepłe morze oraz przez cały pobyt piękna pogoda, ale chyba więcej rzeczy nam się nie podobało. Na przykład: 1. zdecydowanie nie jest to kraj dla ludzi niepalących. Wszyscy tubylcy kopcą jak kominy, w restauracjach, kawiarniach, na ulicy i na plaży. Zdarza się, że idąc ulicą, dostajemy w twarz potężną chmurę dymu, i to bez względu na towarzyszące nam dzieci. 2. jest raczej brudno - śmieci na plaży, miasta - poza częściami ściśle dla turystów - też nie grzeszą czystością. Nie ma porównania np. do Grecji. 3. największy minus - CENY ŻYWNOŚCI!!! Zdecydowana większość artykułów, i to w supermarketach, jest ok. 30-50% droższa niż w Polsce. Dla porównania: jajka 10 szt. - 8 PLN, masło - 7 PLN, chleb - 4 PLN, butelka wody mineralnej - ok. 3 PLN. Na większe zakupy żywnościowe dla całej rodziny na tydzień wydaliśmy w InterSpar 530 PLN. Nadal się zastanawiamy, jak oni tam egzystują przy takich cenach! 4. ta droga żywność jest niestety niskiej jakości i niedobra. Nie można tam w ogóle kupić normalnego mięsa. W mięsnych sklepach wygląda tak jak u nas w PRL-u - pomijając zaopatrzenie, oczywiście - na hakach wiszą ogromne kawały "niewiadomoczego", a jak zobaczyłam pieniek z toporem i owieczkę obdartą ze skóry, to mnie zemdliło i musiałam wyjść. Kiełbasy i szynki tylko pakowane, w supermarketach, paskudztwo. Tak więc, przez cały pobyt jedliśmy ser i dżem, bokiem nam to już wyszło i w domu wszyscy rzuciliśmy się na normalną szynkę. Czytając fora internetowe, dziwiłam się, czemu wszyscy wożą tam weki, choć jest to zakazane prawem (mogą to skonfiskować na granicy) - no cóż, teraz już wiem, że na chorwackiej żywności daleko nie ujedziesz. Jeśli chcecie tam jechać, to kupcie sobie wszystko w Polsce i dobrze ukryjcie w aucie. 5. liczyliśmy na dobrą kuchnię i seafood przynajmniej w restauracjach, ale i tam zawód, jest drożej niż w innych krajach śródziemnomorskich, i nie udało nam się ani razu zjeść czegoś, co moglibyśmy wspominać z przyjemnością. No to tyle o minusach. Celem naszej podróży był Zadar - duże miasto w Północnej Dalmacji. Podróż tam trwała 18 godzin z postojami, dzieci zniosły drogę świetnie - Madzia raz się rozchorowała w Słowenii, ale poza tym grzecznie siedziały w fotelikach i nie narzekały. Gdybyśmy nie zabłądzili w nocy w Czechach, byłoby całkiem OK. W Zadarze mieliśmy wynajęty apartament w turystycznej dzielnicy Puntamika - 80m2 z dużym tarasem, z przepięknym widokiem na morze, marinę i port :)
drugim, najwyższym piętrze - tam, gdzie niebiesko-biała markiza (cały ten taras był nasz). Standard - do przyjęcia, aczkolwiek wiemy już, dlaczego na zdjęciach, które oglądaliśmy, nie było widać łazienki - gdybyśmy ją wcześniej zobaczyli, to pewnie nie wybralibyśmy tego apartamentu... Widok z tarasu na port:
Zachód słońca z tarasu:
Dzieciom podobało się przede wszystkim, że na drzewach przy domu wisiały piękne winogrona i dorodne kiwi - niestety jeszcze niedojrzałe; a także jaszczurki biegające po trawnikach i żółw :) Zadar w moim obiektywie:
Do morza i plaży mieliśmy 500 m, ale plaża w Zadarze nie podobała nam się, więc jeździliśmy na oddaloną o 12 km, jedną z niewielu plaż piaszczystych w Chorwacji - w Ninie. Morze tworzy tam piaskowe laguny, na niektóre z nich trzeba przedostawać się przez morze, o tak:
Woda była bardzo ciepła - 25-26 stopni, więc dzieciakom w to graj, bo mogły moczyć się do upadłego, budować z tatą miasta z piasku, i robić babki. Siedząc w morzu przy samym brzegu, można było obserwować rybki, które podpływały do samych stóp, a także wędrujące kraby. Mikołaj wpadł w szał zbierania muszli i pełno tego przywieźliśmy do domu. Nam się podobał widok z plaży na góry, a także lecznicze błota. Można było się w takim błotku wytaplać i działało to jak najlepsze algi u kosmetyczki, rewelacja.
Madzia okazała się jednak nieco za mała na dalsze wycieczki. Nic jeszcze nie rozumie, a poza tym przechodzi trudny etap dwulatka, więc zwiedzanie nam za bardzo nie wyszło. Rano zazwyczaj jechaliśmy na plażę, potem obiad, a po południu często wychodziliśmy na starówkę w Zadarze.
Bardzo podobały się dzieciom morskie organy. W nadmorskiej promenadzie wykuto system szczelin i dziur, przez które wydobywają się dźwięki tworzone za pomocą ruchu morskiej wody. Mikołaj nazwał te organy morskim potworem, i razem z Madzią usiłowali tego potwora złapać.
Mikołajowi bardzo podobały się palmy i pytał się, czy chodzą po nich małpki :)
Udały nam się tylko dwie wycieczki: do Szybeniku, zabytkowego miasta na południe od Zadaru, oraz na wyspy Ugljan i Pag. W Szybeniku jest bardzo ładna starówka, i to było jedyne miejsce, które przywiodło nam na myśl włoskie miasteczka. Twierdzy niestety nie zdobyliśmy, Madzia za bardzo marudziła. Starówka w Szybeniku:
Na wyspę Ugljan płynęło się promem i to była w zasadzie jedyna atrakcja, gdyż po dopłynięciu na miejsce okazało się, że do centrum miasteczka Preko jest jeszcze 1 km - my byliśmy bez samochodu, a w miejscu, gdzie przybija prom, są tylko dwie zdechłe kawiarnie i kawałek wąskiej promenady, gdzie Mikołaj o mały włos nie wpadł pod motor. Dzieci na promie:
Wyspa Pag była już ciekawsza, choćby ze względu na księżycowy krajobraz, nieco różny od tego, co można było zobaczyć na lądzie. Wyspę z lądem łączy taki oto most:
Warto zaznaczyć, że na Pagu udało nam się zjeść jedyny w miarę akceptowalny posiłek w restauracji (Konoba Ancora - uwaga! w zaułkach, a nie na głównej promenadzie) - a były to smażone kalmary. Poza tym, wyrabia się tam bardzo pyszne sery - tzw. paski sir - przywieźliśmy sobie dwa koła i jest to jeden z niewielu chorwackich produktów, który możemy z czystym sumieniem polecić. Wina były ogólnie niezłe, ale raz trafiliśmy na okropnego jabola w cenie porządnego wina. Nadawał się tylko do wylania, co oczywiście uczyniliśmy. Poza tym nazrywaliśmy sobie świeżych fig prosto z drzewa, no i na targu kupiliśmy sadzonkę figi - rośnie teraz w donicy na tarasie i ma się dobrze po podróży. Pod koniec tych wakacji, byliśmy już nieco zmęczeni i plażą, która była w programie prawie codziennie, i tym jednostajnym jedzeniem, tak że z radością wracaliśmy do domu. Myślę, że nie mam potrzeby powtórnie jechać do Chorwacji - nie widzieliśmy co prawda całego południa i Dubrownika, który jest ponoć bardzo malowniczy, ale niespecjalnie mam ochotę znowu znaleźć się w tym kraju - to nie nasza bajka. Może kiedyś zawiniemy tam własnym jachtem ;) klimatyzowanym of course ;)
wtorek, 09 września 2008, gania76
TrackBack
Komentarze
2008/09/10 08:57:16
Jeśli wolno mały komentarz, tylko po to, żeby pokazać inny punkt widzenia. Bo jeśli ktoś nie był, to po Twoim opisie mógłby się zniechęcić, a imo nie warto:
ad 2) W Grecji czysto?? To widzieliście inną Grecję, pewnie 'taką dla turystów' z przelotem do x gwiazdkowego hotelu. Z bardziej atrakcyjnych wspomnień: konduktor w międzymiastowym autobusie pod koniec trasy pozbierał bilety i śmieci z kosza i wyrzucił przez okno autobusu na ulicę. A może zdjęcie z greckiej ouzerii, gdzie standardem jest wyrzucanie śmieci i plucie na podłogę? A zasyfione włoskie plaże, nadające się do użytku tylko dzięki cowieczornemu przesiewaniu piasku przez traktor? Chorwacja nie jest zła :) ad 4) normalne mięso można kupić jak najbardziej, wygląd sklepów mięsnych nie różni się niczym od podobnych im greckich czy hiszpańskich (np świńska głowa przed wejściem). Dla ciekawych: polecam mięsny targ w Atenach, gdzie kawały mięsa leża po prostu na straganach jak u nas pietruszka, nieświeże kawałki wyrzucamy na kupę pomiędzy straganami i wokół tego biegające psy wielkości chartów :) _Zakaz wwozu żywności do Chorwacji dla obywateli UE nie obowiązuje_ i nic nie trzeba ukrywać !! Zawsze bierzemy wędliny na cały wyjazd, margarynę/masło, żółty ser. I trochę dań obiadowych - z oszczędności. Co do wędlin to polskie są najlepsze, południe Europy może konkurować tylko wędzonymi na zimno szynkami. ad 5) seafood to nie nasza bajka więc nie polemizuję, aczkolwiek smażone kalmary są na forach zachwalane. Natomiast wszelkiego rodzaju grillowane mięsa i warzywa potrafią robić Chorwaci wyśmienicie. Podobnie jak przepyszne zupy. Może kwestia wyboru lokalu - my zawsze tam gdzie najwięcej lokalsów. Z opisu wynika, że nie skręciliście w Ninie do Zatonu - szkoda, dzieciaki byłyby zachwycone. Twierdzy w Szybeniku nie trzeba żałować, piękan panorama, sama twierdza nie powala. Natomiast z Zadaru warto jeszcze na wodospady Krka wyskoczyć. P.S fajne zdjęcia 2008/09/10 10:26:47
Co do Grecji, to byliśmy na Krecie, hotel nie jakiś super, tylko apartamenty, a całą wyspę zwiedziliśmy dokładnie, z różnymi plażami i różnymi miejscami - zawsze staramy się omijać miejsca tylko dla turystów - i nigdzie nie było tak brudno, jak w Chorwacji. Jak jest w kontynentalnej Grecji, to nie wiem, aczkolwiek też wielkiej czystości bym się nie spodziewała. We Włoszech też nie (brudu włoskiego nic nie przebije), ale mimo to i Włochy, i Grecja mają "atmosferę" - w naszym odbiorze, w Chorwacji tej atmosfery nie ma :( W sumie szkoda, bo to najbliższe miejsce z ciepłą wodą i ładną pogodą, do którego można z Polski dojechać.
W Zatonie byliśmy - masa ludzi, głośna muzyka na plaży, za wszystko słone opłaty - nie podobało nam się. Nawet dzieci nie były zachwycone. Zdecydowanie bardziej nam odpowiadały kameralne plaże w Ninie. A do wodospadów mieliśmy zamiar jechać, niestety w ostatniej chwili humory Madzi spowodowały, że zrezygnowaliśmy :( Ale było nam szkoda tych wodospadów. Pozdrawiam! 2008/09/10 13:07:51
Fakt, Kreta wyróżnia się na plus. Kontynent to właśnie inna bajka, kolej na Peloponezie to historia sama w sobie, a Ateny tragiczne.
Co do 'klimatu' - nikogo namawiać nie będę, ale Chorwacja ma ogromną zaletę - każdy może tam znaleźć miejsce dla siebie: od samotnej wyspy, gdzie do sklepu jest pół godziny łódką do Makarskiej czyli coś jak Międzyzdroje w sezonie :) Z drugiej strony to pewien 'minus', bo właściwie żeby miło spędzić czas trzeba wiedzieć gdzie jechać. A do Zatonu tylko we wrześniu (chyba wspominałem zresztą), spokój, luźno, ale jeszcze dość dzieci polsko-czeskich, czyli idealnych do towarzystwa :) i zero opłat za wjazd, basen itp. Ważne, że zostały piękne widoki na zdjęciach :) 2008/09/10 19:47:18
Hehe, w sam dzien wyjazdu wysiadła nam cyfrówka i zdjęcia mam tylko z komórki :)
2008/09/13 06:09:53
Byliśmy w Chorwacji dokładnie pięć lat temu i wspominam te wakacje bardzo pozytywnie. Mieszkaliśmy w hotelu ok. 5-6 km od Trogiru, więc pewnie z racji tej lokalizacji nie zauważyłem, żeby było jakoś specjalnie brudno, a i ceny były wtedy zbliżone do naszych. Muszę jednak przyznać, że od tego czasu słyszałem od znajomych kilka opinii bardzo podobnych do Twoich. Wielka szkoda;-( Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem będzie lepiej i że jeszcze tam wrócimy chociażby po to, aby zobaczyć Plitwickie Jeziora, których nie dane nam było wtedy odwiedzić. Widzieliśmy tylko wodospady na rzece Krka i zrobiły na nas bardzo wielkie wrażenie, a jeziora są ponoć jeszcze fajniejsze. Co do Grecji to trafiłem jakieś 2-3 miesiące temu na świetną relację z pobytu na Krecie: www.magimik.pl/kreta/. Gorąco polecam tym bardziej, że jak piszesz zwiedzaliście ją dosyć dokładnie, więc będziesz miała okazję powspominać. Też się tam kiedyś wybierzemy, bo greckie klimaty bardzo lubimy, a ta relacja udowadnia, że jest tam coś więcej niż tylko plaże i hotele. Podkreślam to nie bez powodu, bo od jakichś 2-3 lat Kreta stała się wśród naszych znajomych z pracy bardzo modna. Najlepsze jest to, że po powrocie marudzą, że nic ciekawego tam nie ma, a w drugim tygodniu pobytu to już wręcz usychali z nudów. Nic tylko ich podziwiać, bo ileż to trzeba się nacierpieć, żeby móc potem z dumą powiedzieć: "byłem/am na Krecie";-) Pozdrawiam i już życzę Wam udanych wakacji w przyszłym roku;-)
2008/09/13 15:59:31
Grumko - dzięki za namiar na tę relację, jak miło sobie powspominać! To były jedne z naszych najlepszych wakacji. Zdecydowanie polecam wyjazd na Kretę, bardzo tam malowniczo, a i kulinarne doznania niezapomniane :) Do dziś pamiętam, jak mi smakowały dolmadakia gdzieś w małej tawernie na prowincji... Pozdrawiam!
|
|
zdjecia super zazdroszcze slonca bo u nas leje non stop juz nie pamietam jak wyglada ladny dzien.... co do odczuc to podobne do mojej kolezanki co wrocila z Turcji....jezdzili do Grecji zeby sie najesc bo w Turcji podobno strasznie drogo i niesmacznie.... pozdrawiam cieplo