RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012

Zima w natarciu! Rano było u nas minus 13 stopni, a teraz w południe utrzymuje się jakieś minus 8. Martwię się trochę o rośliny, bo bez śniegowej kołderki mogą nie dotrwać do wiosny, a ma być jeszcze zimniej. Musiałam stoczyć z Mikołajem bitwę o kalesony, które nagle okazały się być bardzo wstydliwą częścią garderoby. Bitwa przegrana przeze mnie oczywiście, ale udało mi się wywalczyć chociaż ciepłe podkolanówki!

A tak w ogóle, to jesteśmy w sezonie balów karnawałowych. Dzisiaj baluje Mikołaj w stroju Zorro, Madzia natomiast ma balik w piątek i wykorzystamy stary strój hiszpański - już po raz ostatni, bo trochę się jej urosło - muszę tylko dokupić gdzieś jakieś kwiaty do wpięcia we włosy.

Ta maska trochę przypomina mi Hanibala Lectera, ale na szczęście nikt z odpowiedniej grupy wiekowej nie będzie miał podobnych skojarzeń ;)

Z radością mogę też napisać, że realizuję postanowienie noworoczne, wykrajam czas tylko dla siebie i od dwóch tygodni chodzę na fitness. Jest mi o tyle wygodniej, że zajęcia są w tym roku wcześniej. Wystarczy wstać 15 minut prędzej, zaprowadzić dzieci do szkoły i udać się na zajęcia. O 11 jestem już załatwiona z aerobikiem oraz zakupami na cały tydzień, co mi się bardzo podoba, bo mam jeszcze kilka godzin luzu na różne sprawy domowe i zawodowe. Nie wspomnę już, że czuję się dużo lepiej - raz, że mam regularną porcję solidnego ruchu, a dwa, że robię coś dobrego dla siebie!

11:59, gania76
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 stycznia 2012

Obiecałam dzieciakom, że wybierzemy się do kina na Muppety, i dzisiaj nadszedł czas na spełnienie tej obietnicy. Odebrałam Mikołaja z treningu piłkarskiego i ruszyliśmy do Starego Browaru, bo tam akurat był seans o pasującej nam godzinie. Kilka razy do roku zdarza mi się wybrać do centrum handlowego podczas weekendu, i zawsze potem żałowałam - tak też było i tym razem... Wszystkie media bębnią o kryzysie, a tam przewalają się masy ludzi, do kina kolejka, do Pizza Hut kolejka, i nawet kolejka do kasy parkingowej! Stanie w korku na podziemnym parkingu to stanowczo nie jest mój ulubiony sposób na spędzenie soboty... muszę chyba organizować takie wyjścia w inne dni lub o zupełnie innej porze.

Co do samego filmu, to był taki sobie, przeciętny, ale miło było przypomnieć sobie Muppety - szkoda tylko, że było tak mało mojego ulubionego szwedzkiego kucharza. Dzieciakom najbardziej podobał się Zwierzak, no i kultowy Kermit. Mam ochotę pooglądać sobie stare odcinki Muppetów, może na youtube coś znajdę, o ile nie jest to obecnie niezgodne z prawem ;)

17:41, gania76
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 stycznia 2012

Dzisiejszy humor z zeszytów szkolnych (by Mikołaj).

Praca domowa: Napiszę po 4 zdania z wyrazami z ó, rz, ż.

Król Józio, który lubi żółte ogórki i miód, jest tchórzem. Włóczęga włóczy się z córką, która uwielbia włóczenie. Dwójka, trójka, czwórka, szóstka, siódemka i ósemka to ulubione cyfry wójta. Czółno wróżbity jest zrobione ze skóry i płótna. Grzegorz i Katarzyna mają się spotkać w Rzymie z Kazimierzem. Rycerz na morzu wzywa trzech lekarzy. Rzetelna rzepa zrzędzi, bo rząd jest za głośno dla uszu. Zakurzona rzodkiewka nie rządzi warzywami. Żółta żmija jest zażenowana, że razem z różowym wężem nie umie pokonać żuka. Żołędzie żałują, że zapaliła się wyróżniona żarówka. Żaneta żegna żbiki, żyrafy i jeże. 

...czasami żałuję, że nie poprawiam zeszytów w szkole podstawowej...

A jeżeli chodzi o inne absurdy, to Pan Mąż jest właśnie w Hong Kongu i będzie tam przez 3 tygodnie w stoczni. Tymczasem na turnieju rozmawiałam ze znajomymi i dowiedziałam się, że w przyszłym tygodniu lecą na 3 dni do Hong Kongu na sympozjum. Tak więc właśnie jestem w trakcie zgrywania spotkania Pana Męża z owymi znajomymi. Co ciekawsze, mieszkamy jakieś 2,5 kilometra od siebie, ale trzeba polecieć na drugą półkulę, żeby się spotkać :)

 

21:49, gania76
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012

Według chińskiego kalendarza, dzisiaj rozpoczął się Rok Smoka - a więc mój!

Takie figurki z laki przywiózł kiedyś Pan Mąż z Chin. 

Ponieważ Chińczycy uważają Smoka za najlepszy znak, nadchodzący rok też podobno zapowiada się pomyślnie, aczkolwiek dość burzliwie. W horoskopie wyczytałam, że mam szansę na realizację marzeń - a mam jedno takie, które chciałabym w tym roku zrealizować! Oby się udało.

Pozostałe znaki chińskie w naszym domu to Tygrys (Pan Mąż), Owca - lub Koza w niektórych wersjach (Mikołaj) i Pies (Madzia). A jakie są Wasze chińskie symbole?

Wszystkiego dobrego w Roku Smoka :) 

14:09, gania76
Link Komentarze (8) »
niedziela, 22 stycznia 2012

Madzia przyszła dziś do mnie z następującym pytaniem:

- Mamo, czy jest taka ryba: dalmatuńczyk?

...

Spróbowałam sobie to wyobrazić, ale pewne rzeczy chyba są beyond imagination...  

 

 

15:53, gania76
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 stycznia 2012

Atrakcji okołodzieciowych ostatnio dość sporo i dzisiaj w kalendarzu był noworoczny szkolny turniej piłkarski, który zajął nam większą część soboty. Właściwie miałam zawieźć Mikołaja, obejrzeć pierwszy mecz i wrócić do domu, a następnie Mikołaja odebrać, ale okazało się, że ów pierwszy mecz nasza drużyna przegrała 0:1 i to z pierwszą klasą! Znieść porażkę z godnością nie jest łatwo, więc postanowiłam zostać i trochę pokibicować, w nadziei, że może następny mecz będzie lepszy. Oprawa była bardzo dobra, mieliśmy wspaniałe cheerleaderki i doping rodziców - kibiców. Nic to jednak nie pomogło i następny mecz, również z klasą pierwszą, został przegrany 0:2.

Nasi są w czarnych strojach. Wszyscy chłopcy po zejściu z boiska płakali gorzkimi łzami i trudno było ich przekonać, żeby wyszli na boisko jeszcze raz, zwłaszcza że przed nimi był mecz - killer, z równoległą klasą drugą, w której są bardzo dobrzy piłkarze. Nasi, pomimo regularnych treningów, mają z piłką nożną problem - i tak dobrze, że nie mylą im się kierunki podawania piłki, ale wszystko inne leży i kwiczy. Trzeba im jednak przyznać, że walczą dzielnie i jak już są w grze, nie tracą ducha! Jak nietrudno przewidzieć, ostatni mecz przegrali i to sromotnie, 0:6 (na szczęście nie był to najgorszy wynik wieczoru - ten osiągnęła klasa trzecia 0:8). Zajęli więc ostatnie, czwarte miejsce w kategorii klas 1 i 2. 

Emocje... jak na grzybach, zgodnie z ulubionym powiedzeniem Pana Męża. Fajnie było pokibicować i mam poważne obawy, że jutro będę zachrypnięta ;) 

20:21, gania76
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 stycznia 2012

Dziś byłam u Madzi w przedszkolu na występie z okazji Dnia Babci i Dziadka. Musiałam robić za babcię, bo szczerze mówiąc trochę przespałam okres, w którym wypadało babcie zaprosić, ale podejrzewam, że i tak żadna z nich by się raczej w podróż nie wybrała o tej porze roku (pomijam zresztą, że pobyt u nas i tak nie ma zbytnio sensu teraz, bo przez większość dnia po prostu nas nie ma). Dzieci prezentowały przedstawienie z Jasełek, w bardzo okrojonym składzie, bo choroby dziesiątkują i z Madzi grupy była tylko połowa przedszkolaków. Za to udało mi się wreszcie zrobić jakieś zdjęcia. Oto Madzia w roli groźnej macochy, niestety wciąż odwracała się ode mnie i mam tylko zdjęcia z boku!

Dziwnie smutno było popatrzeć na babcie z dziadkami. Mój ojciec dzisiaj skończyłby 65 lat, ale w październiku minie 17 lat, odkąd nie żyje. Z dziadkiem po mieczu nie mamy kontaktu. Z zazdrością patrzyłam, jak spotykają się dwie pary dziadków tego samego dziecka i witają się ze sobą serdecznie. U nas nigdy coś takiego się nie zdarzyło i pewnie się nie zdarzy, pomijając fakt, że jest to fizycznie niemożliwe. Pomyślałam sobie jednak gwoli pocieszenia, że mamy szansę, abyśmy my stali się taką pierwszą parą dziadków dla naszych dzieci i ewentualnych wnuków - tak więc nie wszystko chyba jeszcze stracone... 

21:46, gania76
Link Komentarze (1) »
środa, 18 stycznia 2012

Dojechałam dziś rano do pracy, zdjęłam płaszcz i wstawiłam wodę na kawę, i nagle zorientowałam się, że coś mi nie pasuje. Po chwili stwierdziłam, że rozpruła mi się sukienka na szwie pod prawym ramieniem! Sukienka sweterkowa, z krótkim rękawem, musiała puścić nitka i okazało się, że mam piękny "wywietrznik" długości 20 cm, a rękaw sobie swobodnie powiewa beż żadnego punktu zaczepienia. Gdyby to chociaż było po lewej stronie, to może bym sprawę odpuściła i usiłowała po prostu trzymać ramię przy sobie, ale funkcjonować cały dzień bez prawej ręki, no to już raczej niemożliwe. Ruszyłam więc na poszukiwanie igły z nitką, a muszę dodać, że była 8.30 i jeszcze niewiele osób było w pracy. Każda napotkana osoba na pytanie "masz może igłę z nitką?" robiła wielkie oczy i miałam przez moment obawę, że będę musiała przez cały dzień siedzieć nieruchomo. Na szczęście przyszła do pracy niezawodna sekretarka i dostałam od niej niezbędne utensylia, co prawda z białą nitką (a sukienka szara), ale zawsze to nitka. Zamknięto mnie więc na 20 minut w gabinecie szefowej, gdzie wykonałam niezbędną operację krawiecką i mogłam się stawić przed studentami w pełni odziana - i nawet punktualnie.

Po dzisiejszym dniu stwierdzam, że muszę koniecznie trzymać w pracowej szufladzie akcesoria do szycia. Zwłaszcza, że jest to drugi raz, kiedy bardzo potrzebna jest igła - pierwszy raz był na wakacjach w Portugalii, kiedy to Mikołajowi weszła w palec drzazga i okazało się, że igła jest nie do zdobycia. Ja z domu nie zabrałam, a w całym ośrodku igieł nikt nie posiadał. Pan Mąż wysłany do supermarketu w celu nabycia igieł wrócił z ... haczykami wędkarskimi (na szczęście okazały się bardzo ostre i drzazga została sprawnie usunięta). Tak więc, nigdy więcej bez igły i nitki - a przynajmniej agrafki - nigdzie się nie ruszam! 

17:48, gania76
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 stycznia 2012

Mikołaj spędził ostatni tydzień w domu i jutro wreszcie idzie do szkoły. Idzie zupełnie nieprzygotowany, bo dostałam od wychowawczyni spis zadań dopiero w czwartek, a w piątek okazało się, że wszystkie potrzebne książki zostały w szkole. Do szkoły już nie zdążyłam pojechać, tak więc żadnej pracy domowej Mikołaj nie zrobił. Będzie miał co robić w następnym tygodniu :)

Na szczęście jednak w domu nie próżnował tak zupełnie, bo opiekunka wymyślała mu co chwilę nowe zabawy, z których najlepsze oczywiście były zajęcia plastyczne. Któregoś dnia zrobili z panią teatrzyk i potem zaproszona zostałam na przedstawienie pod tytułem "Wyzwanie Wójta i Kamasza oraz niespodzianka Złomka", a w rolach głównych wystąpiły oczywiście samochody z filmu Auta.

 

Madzia pozazdrościła Mikołajowi, a ponieważ załapała się w piątek na dwie godziny z opiekunką, również wykonała teatrzyk, ale u Madzi oczywiście występowały księżniczki. Teatrzyk ma oczywiście formę zamku, jakby ktoś nie odgadł ;)

 

Madzia ostatnio rozbawiła mnie do łez.

Madzia: - Mamo, czy Babcia Dana to jest Twoja mama? 

Ja: - Tak.

Madzia: - A Twój tata jak się nazywał?

Ja: - Dziadek Andrzej.

Madzia: - A no tak, ale on już dawno wyginął

*

Mikołaj natomiast dał mi warzywny powód do śmiechu. Dziś byliśmy na spacerze i Mikołaj wszedł mi pod nogi.

Ja: - Mikołaj, uważaj, bo będę Ci skrobać marchewki!

Mikołaj: - Ja bym jednak wolał skrobanie pietruszek... 

20:14, gania76
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 stycznia 2012

Od pewnego czasu nasza uczelnia proponuje pracownikom szkolenia zawodowe, finansowane przez Unię Europejską. Nie są obowiązkowe, ale ponieważ tematyka wydała mi się ciekawa, postanowiłam się wybrać i namówiłam jeszcze dwie koleżanki. Tematy są różne, a my wybrałyśmy się na techniki i metody pracy grupowej.

No cóż... w naszym przypadku UE chyba wydała pieniądze niepotrzebnie!

Myślę, że jeśli same byśmy przygotowały takie szkolenie, to wcale nie było by gorzej, a może i parę osób więcej by skorzystało! Techniki pracy grupowej stosujemy bowiem na co dzień, a osoby z innych katedr, bez przeszkolenia metodycznego - już niekoniecznie. Przez prawie godzinę graliśmy na szkoleniu w Jengę, bo pani chciała uświadomić nam fazy rozwoju grupy. Przez następne 40 układaliśmy tangramy, ale ponieważ polecenie zostało źle sformułowane, zamiast rozwijać pracę grupową, podzieliliśmy się zadaniami i każdy dziubał swoje. Resztę tych czterech godzin spędziliśmy na dyskusjach o dość oczywistych rzeczach, jak na przykład dlaczego niektóre zajęcia są nudne, a inne ciekawe; lub jakie role przyjmuje się będąc w grupie.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że takie szkolenia to easy money... Ja też mogłabym przeczytać kilka pseudonaukowych książek, przygotować skrypt i przeprowadzić takie szkolenie, a i to może lepsze, bo poparte 15 latami pracy w zawodzie. Szkoda tylko popołudnia, które mogłabym spędzić w bardziej produktywny sposób.

A teraz trochę z innej beczki: 

Mikołaj chciał wyjąć wtyczkę z kontaktu. Obserwująca go Madzia dała mu następujące ostrzeżenie:

- Mikołaj, uważaj, bo zarazisz się prądem...! 

19:07, gania76
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 104
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes