RSS
poniedziałek, 21 maja 2012

Mam ostatnio wrażenie, że wpadłam w jakiś wir obowiązków, a najgorsze jest to, że wiele z nich sama na siebie wzięłam, i jest tego po prostu za dużo. Podjęłam się dużego tłumaczenia, które nie jest może bardzo trudne, ale dość specjalistyczne i wymaga sporo czasu. W pracy należy dokończyć zajęcia, a do tego dorzucają nowe rzeczy - wczoraj dowiedziałam się, że do końca tygodnia musimy z koleżanką napisać nowy sylabus dla jednego z kierunków, no po prostu super! I do tego wszystkie inne pozostałe rzeczy, czyli tzw. życie. Chyba przestanę spać, albo coś. I tyle rzeczy ucieka, które warto by utrwalić na blogu, ale nie ma kiedy. Hm...

Tymczasem kilka kadrów z wczorajszego spaceru w Ogrodzie Botanicznym (szkoda, że nie jest bliżej...)

 

08:27, gania76
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 maja 2012

Tata do Mikołaja: - Ile ci ugotować jajek, dwa czy trzy?

Mikołaj: - Tata, zrób mi dwa i pół! 

18:58, gania76
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 maja 2012

Dzieci w wieku 5-6 lat dostarczają nieustająco powodów do śmiechu. Pamiętam, że Mikołaj też wtedy produkował takie teksty, od których można było z krzesła spaść (być może pamiętają jeszcze ci, którzy wtedy czytali ten blog). Teraz w produkcji takich tekstów wyspecjalizowała się Madzia. Wszystkich już nawet nie jestem w stanie przytoczyć, ale ostatnio powaliły nas dwa.

Sytuacja 1: w poniedziałek po wolnym tygodniu zapytałam Madzię, jak tam było w przedszkolu po takiej przerwie. Madzia na to:

- Wreszcie przyszła Jagoda. Wcześniej jej nie było, bo miała chrusty...

Po chwili konsternacji doszliśmy do wniosku, że musiało chodzić o krosty :)

Sytuacja 2: dziewczyny u Madzi w przedszkolu są bardzo przedsiębiorcze i podzieliły się chłopakami, tak, że każda ma swojego "narzeczonego". Madzia od dłuższego czasu była "zaręczona" z Piotrusiem. Dzisiaj rano spytałam ją, czy nadal Piotruś to jej wybranek, i dowiedziałam się, że już nie. A dlaczego?

Madzia: - Bo kiedy Piotr słyszy słowa "gołąb pocztowy", to się śmieje!

No tak... nie ma to jak ważkie powody rozstania :) Dowiedziałam się ponadto, że jeden z chłopców tak bardzo kocha jedną z dziewczynek, że pocałował ją i "wiesz, mama, wcale nie czekał z tym do ślubu" :D

W czwartek byłam z Madzią w szkole na pierwszym spotkaniu w nowych zespołach klasowych. Ostateczny podział na klasy dostaniemy w poniedziałek, ale mniej więcej wiem, kto będzie w tej klasie i myślę, że będzie dobrze. Jest spora grupa dzieci przedszkolnych, więc jest im raźniej, a i z nauczycielki będziemy chyba zadowoleni. Podczas gdy rodzice siedzieli na zebraniu z dyrekcją, dzieci bawiły się z panią. Madzi tak bardzo się podobało, że w drodze powrotnej do domu oświadczyła, że nie chce już chodzić do przedszkola i woli iść już do szkoły! Zażądała też, żeby zamówić jej biurko do pokoju. Biurko zamówione i Madzia codziennie pyta, kiedy zostanie przywiezione. Zaczęła też namawiać nas na kupienie plecaka, ale z tym poczekamy jeszcze ze dwa-trzy miesiące. W każdym razie, cieszę się, że ma tak pozytywne podejście do rozpoczęcia nauki w szkole :) 

19:40, gania76
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2012

Nawiązując do mojego poprzedniego wpisu, chciałabym jeszcze dorzucić trochę zdjęć i wrażeń. Tych kilka dni minęło w takim biegu, że zupełnie nie wiem, kiedy minął cały tydzień majowy i mam odczucie, że coś po drodze zgubiłam. Dość męczące było bieganie po mieście w upalne dni, więc generalnie zbytnio nie odpoczęliśmy, poza tym, że na chwilę zmieniliśmy otoczenie. W połowie pobytu zmieniliśmy lokum, bo tak nam dziwnie wyszło, i to drugie mieszkanie okazało się porażką, było głośno i gorąco, a z braku rolet, o 6 rano budziło nas słońce. W dodatku przytrafiła nam się awaria hydrauliczna, woda z odpływu zalała łazienkę, i przez jeden wieczór praktycznie nie było jak się umyć. Dodam jeszcze moje prywatnie rozczarowanie, a mianowicie to, że bardzo chciałam zjeść Currywurst, ale nikt z pozostałych nie podzielał mojej chęci i w końcu niestety kiełbaska mnie ominęła. Dobrze, że chociaż załapaliśmy się na szparagi...

Żeby wejść do Bundestagu, trzeba wcześniej zarejestrować się online na określoną datę i godzinę. Kontrola przy wejściu jest prawie jak na lotnisku, ale trzeba przyznać, że budowla robi wrażenie. Można też posłuchać tekstu w języku polskim, a nie tylko po angielsku, co ucieszyło Mikołaja.

Wchodząc na sam szczyt kopuły, można wyjść na zewnątrz i popatrzeć na dachy miasta. Na jednej ze ścian zewnętrznych znaleźliśmy historyczne graffiti:

Z tyłu po lewej widać kawałek kwadrygi z Bramy Brandenburskiej.

Bardzo ciekawym miejscem jest pomnik Holokaustu. Trudno było wytłumaczyć dzieciom, że nie jest to labirynt do biegania, ale nie tylko nasze dzieci biegały i wdrapywały się na stale, więc chyba wszystkie reagują podobnie. Trzeba się tylko dobrze pilnować, bo zgubić się jest bardzo łatwo. Jeśli mam powiedzieć, co mnie ujęło w tym pomniku, to chyba właśnie ta łatwość znikania...

Do ZOO warto wybrać się na wycieczkę nawet na jeden dzień. Dla dzieci była to wielka frajda, bo w naszym ZOO nie ma niektórych gatunków zwierząt. Obserwowanie lwa, pandy, karmienia fok, czy też kangurzycy z małym kangurkiem w torbie - było super :)

Błogie lenistwo... 

 

Ulubione zwierzątko Madzi, czyli "goryna": 

 

Natomiast moim ulubionym miejscem w Berlinie jest dzielnica Charlottenburg i pałac z ogrodem. Reszta wycieczki spodziewała się chyba czegoś więcej, ale ja szczególnie lubię to miejsce, i nawet sama nie wiem, dlaczego. Jakoś tak tchnie spokojem, którego w Berlinie niewiele.

W planach mieliśmy jeszcze wyprawę do Poczdamu, ale nie udało nam się tego planu zrealizować, zostaje więc na przyszłość.

W drodze powrotnej zaskoczyła nas burza, co widać na zdjęciach w poprzednim wpisie, ale mam też udokumentowaną wielkość gradu:

Jedna z niewielu rzeczy, które podobały nam się w Legolandzie, to kościotrup w całości z klocków Lego.

Poniżej kompleks Sony Center. Mam wrażenie, że budowle na Placu Poczdamskim, choć bardzo nowoczesne, już nie są tak awangardowe jak kilka lat wcześniej - jakoś spowszedniały.

Oczywiście nie mogło na naszej trasie zabraknąć muru, przy którym była akurat bardzo ciekawa wystawa. Obejrzeliśmy ją niestety po łebkach, bo dzieci były zmęczone i plątały się pod nogami.

Najlepszym dla nich przeżyciem było muzeum techniki. Szkoda tylko, że całości nie obeszliśmy, bo jest to wszystko tak wielkie, że dnia nie starcza, a żeby przeczytać wszystkie teksty i wysłuchać opowieści, trzeba by tam siedzieć ze trzy dni.

Fotoplastykon

 

 

Dla mnie najciekawsze były dwa piętra poświęcone żeglarstwu, oraz wystawa na temat historii farmacji. Dzieciom oczywiście podobały się pociągi, przy samolotach już wszyscy mieliśmy dość! 

 

Nie zdążyliśmy również zwiedzić Pergamonu, ale może pojedziemy tam jeszcze kiedyś, gdy dzieci dorosną (nawiasem mówiąc, ja tam już byłam, ale chętnie pójdę jeszcze raz).

A teraz znowu zacznie się codzienny młynek... Jest maj, a zatem egzaminy, kolokwia i zaliczenia. Przed wyjazdem zaczęłam chodzić na zabiegi kawitacyjne, więc dwa razy w tygodniu muszę wcisnąć w plan dnia wizytę u kosmetyczki. Do tego, dzięki koleżance Chud-szej, znowu zaczęłam robić w tłumaczeniach i przez najbliższe 2-3 miesiące posiedzę sobie trochę przy komputerze. Ogród wzywa do pracy, a do tego w planie są jeszcze różne zebrania szkolno-przedszkolne. Cóż - trzeba zakasać rękawy i wziąć się do roboty! Pozdrawiam tych, którzy wytrwali do końca tego wpisu :) 

15:54, gania76
Link Komentarze (8) »
sobota, 05 maja 2012

Wczoraj wróciliśmy do domu z pełnego wrażeń wyjazdu do Berlina. Wrażenia - ambiwalentne. Generalnie, było brudno, śmierdząco i szybko. Od mojego pobytu w Berlinie kilkanaście lat temu wiele się zmieniło, i to niestety na niekorzyść. Miejsca tak paskudnego i zabrudzonego jak Alexanderplatz nie widziałam już dawno...

Spotkało nas w Berlinie wiele nieprzyjemnych niespodzianek i rozczarowań. Gedaechtniskirche - obudowany rusztowaniami do remontu. Wjechaliśmy na wieżę telewizyjną, po czym okazało się, że część tarasu widokowego jest zamknięta z powodu wesela, a do obracającej się restauracji nie można wejść, ponieważ obowiązują rezerwacje. Słynny Legoland okazał się  zadaszonym placem zabaw z pewną ilością klocków Lego - nasze dzieci mają dość dużo Lego w domu i specjalnie nie miały czym się tam zająć. 

 

W większości lodziarni nie można usiąść przy stoliku, nie zamawiając czegoś oprócz lody w waflu - na Unter den Linden wyproszono nas, bo zamówiliśmy tylko lody. Do tego dołóżmy jeszcze remonty sieci metra, pełno muzułmanów, i obraz miasta jest niezbyt zachęcający. 

Kilka ciekawych punktów: wizyta w Bundestagu

 

Berlińskie ZOO, w którym dzieci zobaczyły lwy, pandy i goryle.

Ogrody Charlottenburga, po wizycie w których złapał nas deszcz i odkryliśmy fantastyczne piwo Schneider Weisse.

 

Interaktywne Muzeum Techniki. Całe muzeum jest ogromne, a najfajniejsze jest w nim to, że większości eksponatów można dotknąć i poznać zasady działania różnych urządzeń. Prosta rzecz - wystarczy zawiązać kilka sznurów i przedstawić rodzaje węzłów żeglarskich. Mikołajowi bardzo podobało się też sterowanie średniowiecznym statkiem.

 

Wróciwszy do domu, przeżyliśmy szok na widok tego, jak rozrosły się rośliny przez jedyne cztery dni, kiedy nas nie było. I doceniliśmy, jak dobrze jest nam w naszym własnym domu, w ciszy i spokoju. Może lepiej było zostać i wypocząć u siebie...?

18:05, gania76
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 kwietnia 2012

Ogród na przełomie kwietnia i maja nieodmiennie mnie zachwyca. Mam tylko nadzieję, że nie będzie powtórki z ubiegłego roku i że nie przyjdą przymrozki, które znowu pozbawią nas jabłek i orzechów!

  

15:59, gania76
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 kwietnia 2012

Majówka staruje wcześnie w tym roku i w moim wypadku jest dość długa, bo tak mi się teraz poustawiały zajęcia, że mam 10 dni przerwy. U dzieci w szkole i przedszkolu również cały następny tydzień jest wolny od lekcji. Rozpoczęliśmy więc dzisiaj krótką wycieczką rowerową. Madzia jeździ już coraz lepiej i chociaż bywa czasami nieprzewidywalna, można się wybrać już z nią kawałek dalej niż w najbliższe okolice. Zalicza czasami jakieś drobne upadki, ale bez tego raczej się nie obejdzie. Mikołaj jeździ już jak stary kolarz. Na marginesie, muszę zauważyć, że okolice 9 urodzin to bardzo irytujący wiek! 

 

Moja dzisiejsza konwersacja z Panem Mężem:

PM: - Ile wody dzisiaj wypiłaś?

Ja: - Dzisiaj w pracy wypiłam pół litra... 

Mam nadzieję, że uda mi się ten majowy tydzień maksymalnie wykorzystać na odpoczynek, bo zaraz potem zaczyna się robić w pracy gorąco! I zanosi się na to, że będę pracować nawet w czasie urlopu (na szczęście z domu). 

20:50, gania76
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 kwietnia 2012

Dzień zaczął się dziś nietypowo o 6.33, zadzwonił telefon, okazało się, że to koleżanka chciała poprosić o odebranie jej córki razem z Madzią z przedszkola! Akurat byłam w trakcie jakiegoś barwnego snu, bo dzisiaj właśnie jest ten dzień, kiedy z powodu testów gimnazjalnych, Mikołaj nie musiał wcześnie wstawać do szkoły i nasz budzik był nastawiony dopiero na 7.20. Cudny początek dnia. Czy tylko dla nas telefon o takiej porze jest dziwną sprawą? 

A ja, ogólnie rzecz biorąc, wyglądam końca tygodnia, który oznacza dla mnie 10-dniową przerwę od pracy. Do piątku mam dużo różnych spraw na głowie, włączając w to pogrzeb, na który muszę iść, zebranie, edycja artykułu do uczelnianej gazety, napisanie sylabusu, przygotowanie dwóch kolokwiów i egzaminu, oraz inne nie-cierpiące-zwłoki rzeczy do załatwienia. Dobrze, że w domu jest Pan Mąż, odpada mi więc wielka część domowej logistyki...  

08:54, gania76
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 kwietnia 2012

W tym roku tulipany jakoś nie chcą rosnąć, podobnie zresztą jak hiacynty. Listki są, ale kwiaty jakoś nie chcą się wytworzyć. Wyrosły tylko dwie sztuki, z czego jeden rozkwitł, a drugi jeszcze "dochodzi". Wyszliśmy dziś z dziećmi popatrzeć, co tam słychać w ogródku, i Mikołaj oznajmił:

- Ten jeden tulipan już kwitnie, ale ten drugi jeszcze nie wypąkał!

Cieszę się, że przyjęły się posadzone na jesieni śliwa i wiśnia. Generalnie jednak zima mocno dała się roślinom we znaki i sporo roślinek niestety zmarzło... 

20:00, gania76
Link Komentarze (2) »
środa, 18 kwietnia 2012

Wyszukiwanie miejsca na wakacje to wcale nie takie łatwe zajęcie, trzeba przejrzeć milion stron internetowych i na końcu ma się w głowie totalny mętlik, ale za to można różne ciekawe rzeczy wyczytać. Poważnie zastanawialiśmy się nad Włochami - a konkretnie okolice Neapolu, ale jakoś nic konkretnego nam się tam nie spodobało. Za to było zatrzęsienie ofert typu "mieszkanie dwupokojowe", ale kiedy weszło się na stronę, okazywało się, że takie mieszkanie liczy sobie 25 metrów kwadratowych (słownie: dwadzieścia pięć), a w tym te dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Rekordowe mieszkanie miało całe dwadzieścia metrów. Prawie jak w Hong Kongu... a cena za to powalająca. Poza tym rozbijają mnie oferty typu "mieszkanie 25 m2, z ogrodem - można do woli korzystać z drzew, krzewów i kwiatów". Hm... W końcu, po bezowocnych poszukiwaniach, stwierdziliśmy, że zmieniamy kierunek geograficzny i zamiast na Włochy, zdecydowaliśmy się na Hiszpanię, a konkretnie okolice Malagi. Decyzja była szybka, wszystko zabukowane i mam nadzieję, że słusznie! 

Miałam jeszcze napisać, że byłam wczoraj na konferencji Cambridge, na której głównym prelegentem był Martin Hewings (nawiasem mówiąc, bardzo ciekawy wykład). W kuluarach po wykładzie miałyśmy z koleżankami okazję chwilkę z nim porozmawiać, dzięki czemu uświadomiłam sobie, że ze 100 lat nie rozmawiałam po angielsku z native speakerem.... W każdym razie, dzięki Syneczkowi miałam okazję zabłysnąć wiedzą, bo pan Hewings pytał nas o Euro, a ja wiem kto u nas gra i kiedy :) Temat futbolu przewija się u nas ostatnio non stop, dzieci wpadły w sidła nałogu i zbierają karty z piłkarzami. Na tej fali zapisaliśmy Mikołaja do Akademii Reissa i jutro ma pierwsze zajęcia, być może dzięki temu przestanie zajeżdżać meczami Pana Męża, a i trawnik trochę odetchnie, bo jest już kompletnie wydeptany!  

17:03, gania76
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 109
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes